|
::: www.kolektory.eu ::: Centrum Odnawialnych Źródeł Energii :::
|
Zanieczyszczenie Bałtyku
Według realistycznych przewidywań, jeśli nie nastąpi zasadnicza zmiana
obserwowanych od wielu lat tendencji, za 30 do 50 lat Bałtyk stać się może
morzem martwym. A co oznacza zniszczenie życia w morzu, u którego wybrzeży
żyjemy, trudno sobie w pełni uzmysłowić. Przede wszystkim ogromne straty
poniosłoby rybołówstwo państw nadbałtyckich.
Jakkolwiek Morze Bałtyckie znacznie ustępuje i zawsze ustępowało pod
względem biologicznej produktywności bogatym łowiskom Morza Północnego czy
Atlantyku, eksploatacja jego żywych zasobów ma duże znaczenie ekonomiczne.
Wszystkie państwa nadbałtyckie łowią na Bałtyku, gdyż bliskość łowisk
kompensuje ich względnie małą wydajność. Szczególnie szybki wzrost połowów
bałtyckich nastąpił po II Wojnie Światowej. W 1955 roku złowiono na Bałtyku
już 466 000 ton ryb. Później jednak wielkość połowów wzrastała wolno,
osiągając w 1965 roku 523 700 ton, by do roku 1971 zwiększyć się do 755 300
ton. Spośród wszystkich gatunków ryb bałtyckich największe znaczenie
gospodarcze ma śledź (44% całkowitych połowów), a następnie dorsz (25,5%)
oraz szprot (ok.14,5%). Polskie rybołówstwo morskie jest w ok. 28 %
uzależnione od bałtyckich łowisk i pod tym względem prześciga nas tylko
Finlandia, której połowy morskie pochodzą w 77% z Bałtyku.
Spośród wszystkich mórz świata najsilniej bodajże odczuwają ujemne skutki
rozwoju cywilizacji dwa europejskie morza śródlądowe – Morze Śródziemne i
Bałtyk. Sytuacja Bałtyckiego jest szczególnie dramatyczna. Otoczone jest
zewsząd prze kraje rozwinięte gospodarczo. Na jego wybrzeżach powstało 60
dużych aglomeracji miejskich, zaś we wszystkich państw nadbałtyckich mieszka
ok. 150 mln ludzi, którzy wytwarzają 15% produkcji przemysłowej świata.
Bałtyk jest ruchliwa droga transportowa, którą przewozi się rocznie 200 mln
ton ładunków. Stanowi to 10% wszystkich przewozów morskich świata!
Bałtyk, niewielkie stosunkowo morze, zawierające zaledwie 1/60 000 część mas
wodnych całego Wszechoceanu, wciśnięte między wybrzeża masywu Fennoskandii,
Europy Środkowej, i Półwyspu Jutlandzkiego, rozciąga się w kierunku
południkowym na przestrzeni ok. 1500 km, w równoleżnikowym zaś – 650 km.
Powierzchnia jego, wraz z powierzchnią cieśnin Sund, Mały i Duży Bełt oraz
Kattegat i Skagerrak, łączących z Morzem Północnym, wynosi 422 300 km2.
Objętość wód Bałtyku szacują hydrologowie na 22 000 km3. Jest więc Bałtyk
morzem płytkim – przeciętna głębokość nie przekracza kilkudziesięciu metrów.
Na warunki rozwoju życia w basenie Morza Bałtyckiego bardzo istotny wpływ
wywierała mała stosunkowo szybkość wymiany wód poprzez cieśniny duńskie i
znaczna przewaga dopływu słodkich wód rzecznych nad parowaniem. Niemal 250
rzek zbierających opady z obszaru dorzecza wynoszącego 1,5 mln km2 wlewa
corocznie do Bałtyku 450 do 490 km3 słodkich wód. Szybkość parowania nie
kompensuje nawet w pełni bezpośrednich opadów na powierzchni samego morza,
toteż nadmiar wód kieruje się w stronę cieśnin duńskich, którymi przedostają
się na Atlantyk. Jednocześnie w przeciwnym kierunku z Morza Północnego i
Atlantyku, płynie przez cieśniny głębinowy prąd niosący wody słone, cięższe
i bogatsze w tlen.
Od dopływu tych właśnie „świeżych” i dobrze natlenionych wód uzależnione
jest życie w Bałtyku. A dopływ ten nie jest niestety zbyt obfity. Płytkość
cieśnin powoduje, że w ciągu roku przedostaje się na Bałtyk przeciętnie 900
km3 wód oceanicznych, a zatem ulega wymianie zaledwie 4% całej jego
objętości. W rezultacie Bałtyk nie jest w pełnym tego słowa znaczeniu morzem
słonym, lecz słonawym. Jego zasolenie waha się na ogół w granicach od 4 do 6
‰, nie przekraczają 7,8 ‰, podczas gdy przeciętne zasolenie oceanu wynosi
ok. 35 ‰
.
Źródła emisji zanieczyszczeń zagrażających Bałtykowi (zwraca
uwagę duża ich ilość na terenie Polski).
Pomimo tego niekorzystnego bilansu wodnego Bałtyk zachowałby wytworzoną w ciągu
tysięcy lat delikatną równowagę biologiczną, gdyby nie gospodarcza działalność
ludzi zamieszkujących jego zlewisko. Rozwój ekonomiczny państw nadbałtyckich,
koncentracja przemysłu i dużych ośrodków miejskich w strefie nadbrzeżnej
stworzyły groźny w skutkach problem pojawiania się dużych ilości ścieków
przemysłowych i komunalnych, które bezpośrednio, bądź po częściowym
oczyszczeniu, odprowadzane są do morza. Szacunkowo, ilość zanieczyszczeń
wprowadzanych przez poszczególne państwa do wód Bałtyku ocenia się na 1,2 mln
ton rocznie. Jest to liczba niebezpiecznie wysoka. Wiele odpadów przemysłowych
przedostających się do morza zawiera substancje trujące, a także związki
organiczne, których rozkład powoduje zmniejszenie zawartości tlenu w wodzie
morskiej.
„Bałtyk umiera”, „Najbardziej zanieczyszczone morze świata” oto określenia,
które często można usłyszeć w odniesieniu do Morza Bałtyckiego. Wielu ludzi w
Polsce ma wątpliwości, czy ryby bałtyckie nadają się do spożycia. Powszechnie
znany jest zły stan sanitarny niektórych plaż i kąpielisk na polskim wybrzeżu.
Ostatnio coraz częściej pojawiają się informacje o toksycznych zakwitach glonów
i konieczności okresowego zamykania popularnych kąpielisk.
Odprowadzanie zanieczyszczeń z naszego terytorium lądowego do morza jest bardzo
duże i tylko wysokiej dynamice wód, wynikającej z otwartego charakteru brzegów,
zawdzięczamy stosunkowo czyste wybrzeże. Jako kraj gęsto zaludniony (około 50%
mieszkańców obszaru zlewiska Bałtyku stanowią Polacy) i posiadający dużo ziemi
uprawnej (około 50% w zlewisku Bałtyku), mamy niejako "prawo" do większego
odprowadzania zanieczyszczeń do morza. Pomimo to, w przeliczeniu na głowę
mieszkańca, należymy do najmniej uciążliwych "trucicieli" Bałtyku. Ilościowo
jednak Polska zajmuje pierwsze miejsce i głównie od naszych działań zależy stan
wód tego morza.
Najważniejszym problemem środowiskowym naszego morza jest eutrofizacja proces
intensywnego rozwoju fitoplanktonu w okresie od wczesnej wiosny do późnej
jesieni, wywołany wzmożonym dopływem substancji odżywczych do morza (przede
wszystkim związków azotu i fosforu). Wody zatok Gdańskiej i Pomorskiej, będące
bezpośrednim odbiorcą wód rzecznych Wisły i Odry, zaczynają "kwitnąć" z
początkiem wiosny. Stają się wówczas mniej przeźroczyste, bo przyrost masy
fitoplanktonu ogranicza dostęp światła do dna. W wyniku tego procesu
głębokościowy zasięg występowania roślinności w Zatoce Gdańskiej zmniejszył się
do 8 m, z ponad 20 m przed II wojną światową. W głębi Zatoki Puckiej długo
żyjące rośliny i ryby ustąpiły krócej żyjącym. Drastycznie zmalała populacja
cenionych gatunków ryb. Co więcej, w efekcie eutrofizacji zwiększona ilość
fitoplanktonu opada na dno morza, gdzie w procesie rozkładu zużywa tlen
niezbędny do życia fauny dennej. Zjawisko to trudno ocenić ilościowo, gdyż w
głębiach Bałtyku występują również naturalne deficyty tlenu, jednakże z całą
pewnością można przyjąć, że eutrofizacja pogłębia ten niedobór. W ostatnich
latach mówi się coraz częściej o toksycznych zakwitach fitoplanktonu. Ich
ewentualna szkodliwość dla zdrowia kąpiących się jest jednakże mocno
przesadzona, gdyż udział gatunków toksycznych jest niewielki. Należy za to
liczyć się z podrażnieniami skóry i objawami uczuleniowymi.
Innym zagrożeniem dla Bałtyku jest jego skażenie substancjami toksycznymi,
głównie metalami ciężkimi oraz syntetycznymi związkami organicznymi, powstałymi
głównie wskutek odprowadzania do morza ścieków przemysłowych i komunalnych oraz
wód rzecznych, zawierających związki chemiczne stosowane w rolnictwie. Związki
niepodlegające biodegradacji i przemianom fizykochemicznym długo pozostają w
środowisku morskim. Wieloletnie badania wykazały, że substancje te są
rozmieszczone w wodach Bałtyku dość równomiernie i występują we wszystkich
elementach środowiska. Wiadomo, że stopień bioakumulacji substancji toksycznych
jest najwyższy u zwierząt żywiących się wyłącznie rybami, takich jak orzeł
bielik czy foki. Udowodniono, że związki te spowodowały zmniejszenie populacji
tych organizmów. Zespoły fauny dennej na razie są w dobrej kondycji, a ryby
nadają się do spożycia, mimo iż zawierają śladowe ilości tych toksyn (normy
żywieniowe Światowej Organizacji Zdrowia nie są przekroczone). Skutki obecności
związków toksycznych w morzu są ciągle słabo poznane, głównie z uwagi na to, że
rozmaite organizmy reagują na nie w różnym stopniu. Musimy pamiętać, że niektóre
szkodliwe związki, które przedostają się do wody morskiej i występują w niej w
stężeniach nieszkodliwych dla naszego zdrowia, mogą podlegać akumulacji w
organizmach pewnych zwierząt morskich. W ten sposób zachowują się np. związki
rtęci, które przedostają się do ciał ryb i w następstwie tego stały się
przyczyną śmierci lub kalectwa ponad stu japońskich rybaków zamieszkujących
okolice miasta Minamata na zachodnim brzegu wyspy Kiusiu. Wycofany już dziś z
użycia przez większość krajów środek owadobójczy DDT wykryty został w tkance
tłuszczowej pingwinów żyjących na Antarktydzie.
Związki organiczne, zużywające w czasie swego rozkładu tlen, stanowią groźbę dla
tarlisk dorszy znajdujących się na obszarach bałtyckiej głębi. Poniżej pewnej
głębokości (wynoszącej w pewnych rejonach Bałtyku 60 m) tlenu już nie ma i
dlatego zamiast tlenowych procesów rozkładu występują procesy beztlenowe, w
wyniku których powstaje trujący siarkowodór. Sytuacja stała się pod tym względem
rzeczywiście alarmująca, bowiem przeciętne natlenienie wód bałtyckich, które
przed II Wojną Światową nigdy nie spadło poniżej 1ml/l, w roku 1970 wynosiło
zaledwie 0,1 ml/l.
Musimy zdać sobie sprawę, że nasze możliwości działania są ogromne, lecz bardzo
często nie potrafimy przewidzieć długofalowych skutków naszych poczynań. Jeśli
zmienimy warunki chemiczne panujące w oceanie w ten sposób, że pozwolimy na
przedostawanie się do niego sztucznie przez nas wytworzonych związków aktywnych
biochemicznie, możemy naruszyć stan równowagi biologicznej. To, czego powstanie
wymagało setek milionów lat, zniszczyć możemy w ciągu dziesięcioleci.
Z kolei skażenia bakteryjne niektórych odcinków wybrzeża spowodowane są dopływem
ścieków komunalnych do morza. Najczęściej występują w pobliżu miast i osiedli
oraz w ujściach zanieczyszczonych rzek. W latach osiemdziesiątych na polskim
wybrzeżu około 40% kąpielisk morskich miało stale lub okresowo zły stan
sanitarny. Obecnie dzięki budowie oczyszczalni sytuacja się poprawiła w
rejonie Zatoki Gdańskiej tylko 20% kąpielisk jest zamkniętych na skutek
zanieczyszczenia wody, podczas gdy 10 lat temu dotyczyło to wszystkich.
Drastyczne zanieczyszczenie środowiska produktami ropopochodnymi obserwuje się
bardzo rzadko. Najbardziej skażone są baseny portowe i stoczniowe. Obserwuje się
też większe zanieczyszczenie wody na szlakach żeglugowych, głównie w wyniku
nielegalnych zrzutów zaolejonych wód ze statków. Aby zapobiec takim praktykom,
Urząd Morski prowadzi stałe monitorowanie polskich wód z powietrza.
Zanieczyszczenia ropopochodne to nie tylko związki pochodzące z rozlewów
olejowych, ale także produkty spalania węgla kamiennego i ropy naftowej, m.in.
wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne.
Innym, tym razem groźnym, straszakiem są zatopione w Bałtyku gazy bojowe.
Zamknięte w pociskach i bombach, są wyławiane przez rybaków w strefie duńskiej.
Choć stanowią poważne zagrożenie dla ludzi morza, określenia sugerujące masową
zagładę życia w Bałtyku lub zatrucie mieszkańców nie mają pokrycia w faktach.
Związki te po wydostaniu się z metalowego zamknięcia w kontakcie z wodą ulegają
szybkiemu rozkładowi. Natomiast przywożone do portu, tak jak miało to miejsce we
Władysławowie w styczniu 1997 roku, faktycznie stwarzają olbrzymie
niebezpieczeństwo. W polskiej strefie Bałtyku najbardziej kłopotliwe i
niebezpieczne są bryły iperytu, które prawdopodobnie nie ulegają rozkładowi i
nie wiadomo, jak długo jeszcze pozostaną na morskim dnie.
Zanieczyszczenie Morza Bałtyckiego azotem, fosforem i kadmem
|
|
Źródło
|
Azot (tyś. t/rok)
|
Fosfor (tyś. t/rok)
|
Kadm (t/rok)
|
|
Rzeki
|
450
|
28
|
46
|
|
Zrzuty
|
47
|
20
|
11
|
|
Atmosfera
|
413
|
6
|
58
|
Źródło: The Environmental in Europe. Global Perspective, RIVM 1992.
Gospodarcze znaczenie Bałtyku
Rekordowe połowy ryb na Bałtyku notowano na początku lat osiemdziesiątych.
Połowy dorsza w polskiej Strefie Wyłącznego Rybołówstwa przekraczały wtedy 120
tys. ton rocznie, a śledzia 90 tys. ton. Obecnie wyjątkowo duże są odłowy
szprota (105 tys. ton). Warto tu zaznaczyć, że rekordowe połowy wszystkich ryb
na Bałtyku przed wojną nie przekraczały 20 tys. ton. Winą za zmniejszenie się w
ciągu ostatnich kilku lat liczebności dorsza obarcza się m.in. pogarszające się
warunki rozrodu tego gatunku w głębiach bałtyckich. Poza wymienionymi gatunkami
odławia się również płastugi, a także w niewielkim procencie ryby
łososiowate oraz słodkowodne, jak węgorz i szczupak.
Ryby to jedyne mające wartość gospodarczą zasoby żywe Bałtyku. Są stosunkowo
dobrze zbadane i corocznie szacowane przez Morski Instytut Rybacki w Gdyni.
Roślin i innych zwierząt nie eksploatuje się. Odłów ryb bałtyckich jest
regulowany porozumieniami międzynarodowymi, zawartymi w Konwencji Gdańskiej z
1973 roku. Limity połowowe wyznaczane są przez Międzynarodową Komisję
Rybołówstwa Bałtyckiego (International Baltic Sea Fishery Commission IBSFC,
organ wykonawczy Konwencji Gdańskiej), której sekretariat mieści się w
Warszawie. Określa ona całkowity dopuszczalny zakres połowów na Bałtyku oraz
dokonuje podziału limitów połowowych w narodowych strefach rybackich na
podstawie przyjętych kryteriów.
Ochrona ekosystemu Bałtyku
Straty spowodowane spadkiem połowów to tylko jedna ze szkód, jakie
pociągnęłyby za sobą biologiczna śmierć Morza Bałtyckiego. Nie wszystkie dają
się przeliczyć na pieniądze. Zanieczyszczenie dojść może np. do takiego,
poziomu, że niemożliwe, a przynajmniej niebezpieczne dla zdrowia stać się może
zażywanie kąpieli w Bałtyku, cuchnące zaś plaże przestaną stanowić atrakcyjne
miejsce letniego odpoczynku.
Próby powstrzymania (na drodze międzynarodowych umów dotyczących sposobów
eksploatacji Bałtyku) procesu jego biologicznego zamierania były powodowane
głównie troską o dobro rybołówstwa. Pierwsze umowy w sprawie łowisk bałtyckich
zawarto jeszcze w końcu XIX w. Była to konwencja podpisana prze Danię i Szwecję
w 1899 roku, a dotycząca uregulowania rybołówstwa na wodach przyległych do tych
państw. W późniejszych latach zawarto wiele podobnych umów w sprawie ochrony
poszczególnych gatunków ryb przed przełowieniem i regulacji zagadnień prawnych
związanych z eksploatacją żywych zasobów Bałtyku. Żaden jednak z układów nie
obowiązywał na całym obszarze Morza Bałtyckiego, nie został podpisany przez
wszystkie leżące nad nim państwa i nie dotyczył całości zagadnieniem ochrony
morskiego świata ekologicznego przed zniszczeniem.
Obecnie taka konwencja już istnieje. Z inicjatywy Polski w dniach od 4 do 14
września 1973 roku odbyła się w Gdańsku konferencja dyplomatyczna państw
bałtyckich. Spotkanie to zakończyło się pełnym sukcesem, uchwalona została i
podpisana konwencja o rybołówstwie o ochronie żywych zasobów Morza Bałtyckiego,
która po ratyfikowaniu przez wszystkie zainteresowane kraje obowiązuje dziś na
całym obszarze Bałtyku, z wyjątkiem wód wewnętrznych.
Uchwalenie i ratyfikowanie konwencji gdańskiej otworzyło drogę dla dalszych
międzynarodowych porozumień dotyczących ochrony środowiska morskiego Bałtyku
przed wszelkiego rodzaju zanieczyszczeniami. Niebawem po jej podpisaniu podjęte
zostały z inicjatywy Finlandii prace zmierzające do przygotowania projektu
konwencji regulującej tę sprawę. Gdy projekt taki był gotów, w dniach od 18 do
22 marca 1974 roku w Helsinkach zwołana została nowa konferencja dyplomatyczna
państw nadbałtyckich. Także i ta konferencja osiągnęła swój cel. Uchwalono na
niej konwencję o ochronie środowiska morskiego Morza Bałtyckiego.
Konwencja ta dotyczy sposobów zabezpieczenia Bałtyk przed zanieczyszczenia
wszelkimi niebezpiecznymi i szkodliwymi substancjami pochodzącymi z wszelkich
możliwych źródeł. Jest to bardzo istotne, bowiem dotychczasowe umowy
międzynarodowe w sprawie ochrony środowiska morskiego regulowały jedynie sprawę
usuwania do morza ropy naftowej i jej pochodnych. W myśl postanowień konwencji
helsińskiej umawiające się państwa mają obowiązek przedsięwziąć odpowiednie
środki, by zminimalizować zanieczyszczenie Bałtyku z lądu. Uzgodniono, iż
usunięcie z lądu do morza większych ilości jakichkolwiek substancji szkodliwych
wymagać będzie każdorazowo specjalnego zezwolenia władz krajowych. Wszystkie
zainteresowane kraje opracują i przyjmą wspólne kryteria wydawania tego rodzaju
zezwoleń. Państwa – sygnatariusze konwencji zobowiązane są do oczyszczania
ścieków komunalnych i przemysłowych w taki sposób, by przez ich usuwanie do
Bałtyku nie następował znaczny spadek zawartości tlenu w jego wodach. Ścieki te
nie powinny także pogarszać warunków higienicznych morza, ani też stwarzać
zagrożenia epidemiologicznego.
Osobno konwencja poświęca uwagę zapobieganiu zanieczyszczaniu morza ze statków.
Chodzi w tym przypadku głównie o ropę naftową i oleje. Tak więc na całym
obszarze Bałtyku obowiązuje zakaz usuwania olejów do wody ze wszystkich
zbiornikowców umawiających się państw i innych statków o nośności większej niż
400 ton. Podobny zakaz dotyczy szeregu innych szkodliwych substancji (każdy
statek przewożący substancje wymienione w tekście konwencji powinien prowadzić
dziennik zapisów ładunkowych i dokonywać w nim adnotacji co do sposobu usunięcia
ich odpadów). Ścieki z okrętowych urządzeń sanitarnych mają być gromadzone na
statkach w zbiornikach przechowujących i następnie usuwane do portowych urządzeń
odbiorczych.
Od bezwzględnego stosowania się do tych postanowień konwencja helsińska
dopuszcza jednak znamienny wyjątek – nie mają one zastosowania w wypadku, gdy
chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa statku lub ratowania życia na morzu.
Dla zapewnienia odnawialności zasobów stosuje się program ochrony ryb. Poprzez
wprowadzanie okresów i obwodów ochronnych ogranicza się dostęp do tarlisk i
miejsc wzrostu narybku. Natomiast ze środków technicznych stosuje się np.
regulację oczek sieci. Podlega temu również moc łowcza statków rybackich, która
wzrosła znacznie wskutek wprowadzenia akustycznych metod poszukiwania ryb, a
także pojawienia się możliwości łowienia w pobliżu przeszkód na dnie.
Ochrona przyrody Bałtyku jest nowym obowiązkiem, wynikającym z podpisania
Konwencji Helsińskiej z 1992 roku. Do lat dziewięćdziesiątych nie dyskutowano
tej problematyki, głównie dlatego, że naukowcy nie podnosili tych zagadnień.
Prawdopodobnie zaważyło tu przekonanie, iż Bałtyk jest morzem mało atrakcyjnym.
Dopiero Nowa Konwencja Helsińska z 1992 roku podniosła to zagadnienie do rangi
zobowiązań państw członkowskich. Utworzono Bałtycki System Obszarów Chronionych
(Baltic Sea Protected Areas BSPA), który na Bałtyku obejmuje 62 rejony. Polska
zaproponowała najprostszy z możliwych systemów ochrony rozszerzenie
istniejących nadmorskich parków narodowych i krajobrazowych o wody przybrzeżne.
Aktualnie odbywa się debata nad rozszerzeniem tego systemu o obszary położone na
otwartym morzu. Dotychczas tylko administracja Wolińskiego Parku Narodowego
zdołała załatwić niezbędne formalności w kraju i odnotować rozszerzenie
terytorium Parku w Komisji Helsińskiej. Pozostałe propozycje są w fazie
załatwiania odnośnych formalności lub zaledwie rozważań.
Oprócz tworzenia rezerwatów podwodnych, wprowadzane są też inne formy ochrony
przyrody, takie jak ochrona pasa brzegowego (o szerokości 100300 m od linii
wody w stronę lądu i w stronę morza), ochrona gatunkowa organizmów rzadkich lub
ginących (np. łososia dzikiego, morświna) oraz zagrożonych siedlisk (np. łąk
roślinności podwodnej).
W niektórych przypadkach działalność ochronna prowadzi do odrodzenia się
populacji w takim stopniu, że pojawiają się konflikty z innymi użytkownikami
morza. Przykładem są kormorany nad Zalewem Wiślanym, które skutecznie konkurują
w połowach z rybakami. Poważne trudności notuje się w Finlandii, gdzie foki
wyjadają znaczne ilości ryb z sieci rybackich. W obu przypadkach rozważa się
zniesienie ochrony tych zwierząt.
Przy okazji nowego podziału administracyjnego Polski warto zastanowić się, jak
należy gospodarować na obszarach morskich i nadmorskich. Warto zastanowić się
też nad oddaniem części morza we władanie gminom i miastom nadmorskim, które z
pewnością potrafiłyby skorzystać z własnych wód morskich, a także lepiej zadbać
o ich czystość. Podobne rozwiązania zdają egzamin w Danii, Szwecji i innych
krajach.
Refleksje
Skutki naszej codziennej, zwykłej działalności są bardzo groźne dla środowiska.
Rzeki zamienione w odpływy ścieków, w dużej części biologicznie obumarłe lub
zdegenerowane, cierpliwie oddają swój ładunek morzu. Los trucizn, które budziły
jeszcze nasz niepokój, dopóki znajdowały się w rzekach, przestaje nas
interesować w momencie, gdy znajdą się one w oceanie. W dość powszechnym
mniemaniu otaczający zewsząd Wszechocean jest tak ogromnym zbiornikiem wody
słonej, że można do niego wrzucić dowolna ilość śmieci i nie wpłynie to w
większym stopniu na panujące w nim warunki. Jest to pogląd niesłuszny i groźny w
swych konsekwencjach.
Ocean służy i przypuszczalnie długo jeszcze będzie służyć będzie jako ostateczne
miejsce składowania odpadów naszej cywilizacji. Trzeba jednak wielkiego poczucia
odpowiedzialności i głębokiej wiedzy, by ingerencja nasza nie spowodowała
nieodwracalnych niekorzystnych zmian w środowisku morskim. Ocean jest systemem
wzajemnych powiązań i zależności. Jedność tego wielkiego środowiska sprawia, że
trujące substancje chemiczne, które umieścimy dziś na przykład na dnie Pacyfiku,
mogą po kilkudziesięciu czy nawet kilkuset latach znaleźć się na powierzchni wód
o tysiące kilometrów dalej.
Czy dzięki wprowadzeniu w życie konwencji gdańskiej i helsińskiej życie w
Bałtyku zostanie uratowane? Należy sądzić, że tak. Wszystkie państwa leżące nad
tym morzem wykazały przecież pełne zrozumienie dla szczególnego zagrożenia
Bałtyku i dobrą wolę zapobieżenia katastrofie. Nie jest jeszcze za późno. Same
jednak zakazy nie wystarczą - konieczny jest dalszy rozwój badań naukowych i
podjęcie w oparciu o ich wyniki nie tylko działań, które opóźniłyby śmierć
biologiczną Morza Bałtyckiego, lecz również takich, które doprowadziłyby do
poprawy panujących w nim warunków. Zadanie to spoczywa w dużym stopniu na nas.
|